Rozdział 15.

Pamiętnik:
Kochana mamo. Ostatnie dni były naprawdę wspaniałe. Zbliżyłam się z Francescą i Camilą. Po ostatnim naszym spotkaniu, wymieniłyśmy się numerami telefonów i rozmawiałyśmy cały weekend. Leon też do mnie dzwonił, ale nie odebrałam żadnego połączenia od niego, choć tak bardzo chciałam. Nie mogę udawać, że ten pocałunek nic nie znaczył, że nic się nie stało. Jestem bardzo zagubiona.

***

Zamknęłam pamiętnik i schowałam go do torby. Byłam już gotowa do wyjścia. Zeszłam na dół, gdzie czekała już na mnie Angie.
- W drogę? – zapytała.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Moja nauczycielka bardzo mi kogoś przypominała, ale nie miałam pojęcia kogo.

***

- Violu! – kiedy tylko weszłam do Studio, rzuciła się na mnie Francesca. – Chodź, chcę ci kogoś przedstawić. 
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Włoszka zaciągnęła mnie do sali od śpiewu. Czekała tam już Camila oraz dwóch chłopaków, których jeszcze nie znałam.
- Cześć Cami. – przywitałam się.
- Chciałyśmy ci przedstawić naszych przyjaciół. – powiedziała Fran. – To Maxi. – wskazała na chłopaka w czapce. – A to Brako. – przedstawiła również drugiego. 
- Ya ne.. Mne stydno.. – zaczął bełkotać po rosyjsku blondyn – Brako. 
- Nie przejmuj się nim. – powiedziała Cami. – Jak się denerwuje, mówi po rosyjsku. 
- Cześć, miło mi was poznać. Jestem Violetta. – uśmiechnęłam się do nich.
- Wiemy. Słyszeliśmy już tutaj o tobie. – powiedział Maxi. – Fran mówiła, że masz świetny głos.
Zarumieniłam się.
- Przesadza. – sprostowałam sytuację.
- Może się przekonamy? – chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. – byłam niepewna.
- Śpiewałaś ostatnio tę piosenkę z dziewczynami. – Rosjanin podał mi tekst. – Więc nie będziesz miała z tym problemu.
- No dobrze. – zgodziłam się i zaczęliśmy śpiewać. 
To była naprawdę świetna chwila. Śpiewałam z całych sił. Doskonale się bawiliśmy. Tańczyliśmy, śmiejąc się. Było w tym tyle radości. Gdy piosenka się skończyła, a w powietrzu rozbrzmiewały ostatnie dźwięki, usłyszałam za plecami czyjś głos.
- Brawo. Świetna piosenka. – to był Tomas. – Masz piękny głos. – zwrócił się do mnie.
Uniosłam brwi i spojrzałam na niego z pogardą. Dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo, a ich usta ułożyły się w literę o. Chyba wyczuły moją niechęć do Heredii. On jednak nie załapał, że nie mam ochoty na jego towarzystwo i wszedł do sali. 
- Super wam to wyszło. – podszedł do nas i spojrzał na resztę.
- Dzięki.- Francesca uśmiechnęła się do niego słodko. Czyżby jej się podobał?
- Pójdę poszukać Beto. – zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do wyjścia na korytarz. 
- Violetto, zaczekaj. – Tomas dogonił mnie. 
- Czego chcesz? – nie miałam sil ani ochoty na rozmowę z tym chłopakiem.
- Chciałem cię przeprosić. 
- Ale to nie mnie powinieneś przepraszać tylko…
W pół zdania usłyszałam pisk.
- Ajjj Tomi! – i Ludmiła uwiesiła się na moim rozmówcy.
- … Leona. – dokończyłam.
- Mówiłaś o mnie? – usłyszałam za plecami. – I ,,Tomi” ? – te słowa już nie były skierowane do mnie. Musieliśmy wyglądać naprawdę komicznie. Tomas miał zaskoczoną minę, Ludmiła pobladła, a w jej oczach widać było przerażenie, ja oddychałam ciężko, bojąc się odwrócić, a z sali śpiewu wystawały cztery głowy moich znajomych. Zauważyłam ich ciekawskie spojrzenia. Czekali na rozwój sytuacji.
- Więc? – ponaglił nas Leon. – Która pierwsza mi odpowie?
I w tym momencie wpadł Roberto. Uratował mnie z tej niezręcznej sytuacji.
- Violetto! Już jestem! – wbiegł pomiędzy nas, potykając się o własne nogi. Wyrzucił w powietrze wszystkie notatki, partytury i co jeszcze miał w rękach. W całym tym zamieszaniu, wbiegłam do sali śpiewu, a Ludmiła pognała w kierunku sali prób. 
- Policzymy się później. – usłyszałam jeszcze groźbę brązowookiego skierowaną do Heredii, a następnie krzyk. – Ludmiła! Musimy porozmawiać.

Rozdział 14.

Wydawało mi się, że ta chwila trwała wieczność. Tak naprawdę było to tylko parę sekund, podczas których Leon delikatnie mnie całował, a moje serce biło jak oszalałe. Odsunęłam się delikatnie od niego. Czułam, że moje policzki płoną. Pierwszy pocałunek w moim życiu. I to z takim chłopakiem! Patrzyłam w te jego brązowe oczy i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chyba… Muszę już iść. – zerwałam się z ławki.
- Hej. – złapał mnie za rękę. – Przepraszam, jeśli moje zachowanie było nie na miejscu.
- Nie o to chodzi. – wyrwałam się z jego uścisku. Już wiedziałam, dlaczego brakło mi słów. Jedna myśl błąkała się w mojej głowie. – Może i nie mam żadnego doświadczenia w sprawach damsko-męskich, ale twoje zachowanie było nieodpowiednie z jednego, ważnego względu. Jesteś z Ludmiłą. – skrzywiłam się.
- Violetto, posłuchaj… – zaczął. 
- Nie, Leon. Wmieszałeś mnie w swoje sprawy. Nie chcesz być z nią lub jak sądzisz jesteście parą, bo tak wypada to twoja sprawa. Nie chcę być częścią jakiegoś miłosnego trójkąta. Póki nie rozwiążesz tej sprawy, nie chcę żebyś się ze mną kontaktował. Cześć. – odwróciłam się i pognałam do domu, zostawiając zaskoczonego Leona samego. 

***

Pamiętnik:
Mamo! Nie uwierzysz! Dzisiejszy dzień był najpiękniejszy w moim życiu! Pierwszym raz się całowałam! I to z Leonem! Było niesamowicie. Czułam dreszcze na całym ciele, a w środku przyjemne ciepło. Siedzieliśmy na ławce, w tak pięknym, romantycznym miejscu. Ale z drugiej strony ta chwila była najgorsza od mojego powrotu do Buenos. Leon całował mnie, mimo, że miał dziewczynę. Jego drugą połówką była Ludmiła Ferro. Najgorsza i najbardziej podła osoba w Studio. Chyba najgorsza jaką kiedykolwiek poznałam. Nie wiem co on w niej widzi. Choć sam mówi, że ,,jest” z nią, ponieważ zawsze grają główne role w musicalach, ale naprawdę nic ich nie łączy. Nie wiem już co o tym wszystkim myśleć. Żałuję, że nie możesz mi teraz pomóc…

Kolejny dzień w Studio 21. Kiedy weszłam do sali, w której zazwyczaj uczy mnie Roberto, zamiast nauczyciela zastałam tam dwie dziewczyny. Właśnie ćwiczyły jakąś piosenkę.
- O.. Przepraszam. – wyjąkałam. 
- Nic się nie stało. – odpowiedziała mi brunetka. – Szukasz kogoś?
- Tak, mam tutaj zajęcia z Beto. – odparłam.
- A tak. Mówił, że chwilę się spóźni i żebyś na niego zaczekała. – odpowiedziała mi druga z dziewczyn. 
- Zaczekam na zewnątrz. – odwróciłam się do drzwi. 
- Nie, nie! Nie musisz wychodzić. – ciemnowłosa złapała mnie za rękę. – Jestem Francesca. A to moja przyjaciółka Camila. – pokazała na dziewczynę o ciemnych blond włosach, ubraną w hipisowskie ciuchy. Jej falowane włosy przytrzymywała opaska na czole, a na nosie miała różowe okulary – wszystko w stylu dzieci kwiatów. Francesca była jej przeciwieństwem – ciemnej karnacji brunetka (podejrzewałam, że była Włoszką), miała proste włosy, a ubrana była w delikatną sukienkę w marynarskim stylu – granatowa od pasa w dół, w górę w paseczki, rękaw trzy czwarte. 
- Jestem Violetta. – przedstawiłam się. 
- Miło cię poznać. – tym razem Camila się do mnie uśmiechnęła. – Chcesz z nami zaśpiewać?
Zamurowało mnie. Co miałam zrobić?
- No… Nie wiem czy to dobry pomysł. – odparłam w zamian. 
- Nie żartuj. – Włoszka podała mi tekst. – Będzie fajnie. 
Hipiska włączyła podkład na laptopie ustawionym na statywie. Rozległa się dość szybka i dynamiczna melodia. Dziewczyny zaczęły ruszać się w jej rytm, a ja stałam jak kołek. Nigdy nie tańczyłam. No nigdy do takiej muzyki i to w czyjejś obecności. Nie chciałam zrobić z siebie idiotki, więc stałam sztywno, mocno ściskając kartkę ze słowami piosenki. Blondynka zaczęła pierwszą zwrotkę.

Si hay duda,                                                                         (Jeśli jest wątpliwość)
no hay duda                                                                         (Nie ma wątpliwości)
La única verdad está en tu corazón                                     (Jedyna prawda jest w twoim sercu)

Si hay duda,                                                                          (Jeśli jest wątpliwość)
no hay duda                                                                          (Nie ma wątpliwości)
Se hace claro el camino, llegaré a mi destino                      (Rozjaśnia się droga, zmierzam do mojego celu)

W refrenie dołączyła do niej druga z dziewczyn, gestem nakazując mi, abym też śpiewała.

Algo suena en mí,                                                                   (Coś brzmi we mnie)
Algo suena en vos                                                                  (Coś brzmi w was)
Es tan distinto y fantástico                                                      (Jest tak różne i fantastyczne)
Suena el instinto,                                                                    (Drzemie instynkt)
Baila tu corazón,                                                                     (Tańczy twoje serce)
Mueve tu cuerpo, muévelo                                                     (Rusz swoim ciałem, rusz nim)

Encuentro todo en mi música                                                 (Znajdziesz wszystko w mojej muzyce)
Porque estoy siempre bailando                                              (Ponieważ zawsze tańczę)
Yo necesito que mi música                                                     (Potrzebuję by moja muzyka)
Me diga que estoy buscando,                                                (Powiedziała mi czego szukam)
buscando en mí                                                                     (Szukam w sobie)

Było to bardzo przyjemne śpiewać z nastolatkami w moim wieku, które były dla mnie miłe. To nie to samo co śpiewanie z Leonem czy Tomasem, ale równie mi się podobało. Francesca złapała mnie za ręce i porwała do tańca. W tym momencie stanęłam jak wryta. W drzwiach stał Leon i wpatrywał się we mnie intensywnie. Uczennice Studio spojrzały w tamtą stronę. Camila wyłączyła muzykę. 
- Cześć Violetto. – chłopak uśmiechnął się do mnie.
- Cześć. – odpowiedziałam twardo i skinęłam głową.
- Możemy porozmawiać? – zapytał.
Już chciałam się zgodzić, gdy do sali wpadła Ludmiła i uwiesiła mu się na szyi.
- Kochanie! Tutaj jesteś. Takie gwiazdy jak my nie muszą wcale ćwiczyć, ale Pablo wzywa nas na próbę. – oznajmiła swoim piskliwym głosem.
- Raczej nie. – odpowiedziałam na wcześniejsze pytanie brązowookiego. Zanim blondynka wyciągnęła go z sali, zobaczyłam w jego oczach rozczarowanie. 

***

- A więc to ty jesteś ,,tą nową” z którą śpiewał Leon w Resto! – krzyknęła podekscytowana Włoszka.
- Widzę, że wieści szybko się tutaj rozchodzą. – skrzywiłam się.
- I to bardzo. – odparła druga z nastolatek. – Nawet nie wiesz jak się cieszymy, że utarłaś Ludmile nosa! Jednak Verdas nie jest tylko jej.
- Jak było? – zapytała Francesca. 
Spojrzałam na nią pytająco. 
- Pytam o śpiewanie! Jak było?
- Magicznie. – odpowiedziałam, uśmiechając się na samo wspomnienie. 
- To dlaczego nie chciałaś z nim rozmawiać? – kolejne pytanie od Camili. 
Co to jakieś przesłuchanie?
- Eeee.. – nie chciałam im się od razu zwierzać. W końcu dopiero się poznałyśmy.
- Przepraszamy. Nie znamy się, a my cię tak o wszystko wypytujemy. – wyglądały na skruszone. 
- Nic się nie stało, dziewczyny. – uspokoiłam je. 
- Nie ważne co zrobił, wszystko się ułoży. – obie podeszły do mnie i mocno mnie przytuliły. 
Nie wiedziałam, że już niedługo staniemy się sobie znacznie bliższe.

Rozdział 13. – mam nadzieję, że nie pechowy. ;)

Niedzielne popołudnie minęło strasznie szybko. Wstałam w wyśmienitym humorze. Po obiedzie wyszłam na spacer. Oczywiście razem z Angie, bo tata przecież nie puściłby mnie nigdzie samej. Ale ja potrzebowałam chwili dla siebie. Nauczycielka chyba to wyczuła, ponieważ gdy tylko doszłyśmy do parku, stwierdziła, że o czymś sobie przypomniała i zostawiła mnie tam samą. Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy.
– Cześć. – rozległ się tuż obok mnie męski głos.
Zaskoczona, aż podskoczyłam. Otworzyłam oczy i spostrzegłam, że to Tomas – mój wybawca sprzed kilku dni.
– Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. – speszył się.
– Cześć Tomas. – przywitałam się. – Nic się nie stało. Co tutaj robisz?
– Szedłem właśnie na boisko. I wtedy cię zobaczyłem. Pomyślałem, że podejdę i się przywitam. – na jego twarzy zagościł nieśmiały uśmiech.
– To bardzo miło z twojej strony. – uśmiechnęłam się.
– Słyszałem o twoim wczorajszym występie.. z Verdasem.
– Z kim? – zaskoczyła mnie niechęć w jego głosie.
– Z Verdasem. Bogatym chłoptasiem, z bogatej dzielnicy, który panoszy się po Studio. Chłopak Ludmiły. – cała ta wypowiedź ociekała jadem.
Tego było już za wiele. Nie wytrzymałam.
– Po pierwsze – wstałam i odgięłam jeden palec. – Ten jak to ująłeś ,,chłoptaś” ma na imię Leon. Po drugie – drugi palec – nienawidzę ludzi, którzy wyrażają się tak pogardliwie o innych do tego za ich plecami. A po trzecie – kolejny palec – ostatnie i najważniejsze, tak śpiewałam z nim. I nigdy wcześniej nie czułam się tak wspaniale. – mam nadzieję, że uzmysłowił sobie, że śpiewanie z nim nie umywa się do śpiewania z Leonem. – Dlatego, że śpiewałam z NIM, jestem taka szczęśliwa. To ON sprawił, że nie wstydziłam się wystąpić w Resto. Z nikim innym by mi się to nie udało. – wyrzuciwszy z siebie całą złość, odwróciłam się i odeszłam, zostawiając Tomasa, który patrzył za mną z wytrzeszczonymi oczami.

***

Byłam wściekła jak nigdy wcześniej. Jak on mógł tak powiedzieć o Leonie? Przecież wcale go nie znał. Ale widać Ludmiłę znał bardzo dobrze, skoro darował sobie komentarz, że to ona panoszy się po Studio. Myślałam, że jest innym człowiekiem. Przez to wszystko nie zauważyłam dokąd idę. Znalazłam się w części parku, gdzie znajdowały się wielkie schody prowadzące z alejki spacerowej do jego centralnej części. Byłam taka zła, że nie uważałam którędy idę i gdzie stawiam stopy. I wtedy się potknęłam. Znowu. Moja stopa ujechała ze stopnia schodów i runęłam jak długa. Nagle wpadłam w czyjeś ramiona i razem przetoczyliśmy się po kilku stopniach. Wylądowaliśmy w półleżącej pozycji. Byłam przerażona jak nigdy w życiu. Kurczowo trzymałam się koszuli mojego wybawcy, który mocno trzymał mnie w ramionach, ciężko oddychając. Poczułam znajome perfumy, a i w tym uścisku było coś znajomego.
– Powinienem zostać twoim ochroniarzem na pełen etat. – usłyszałam rozbawiony szept. Strach w jednej chwili opuścił moje ciało. Odetchnęłam z ulgą.
– Leon. – wyszeptałam i oparłam głowę na jego piersi. Chłopak roześmiał się.
– Nic ci nie jest? – zapytał.
– Dzięki tobie, nie. – uśmiechnęłam się i wstałam. – Jestem niezdarą, przepraszam.
Chłopak również wstał.
– Chyba lubisz lądować w moich ramionach. – spojrzał na mnie zadziornie.
– Ha, ha, ha.. – przewróciłam oczami, choć w gruncie rzeczy miał rację. – Tak czy inaczej dzięki.
– A co cię tak zdenerwowało, jeśli mogę zapytać? – Leon spojrzał na mnie pytająco.
Zmieszałam się. Powiedzieć mu czy nie? Jednak nie.
– Ktoś obraził bliską mi osobę. W ogóle jej nie znając. Nie cierpię takich powierzchownych ludzi. – znowu się we mnie zagotowało.
– Hej, hej. – złapał mnie za ramiona. – Już spokojnie.
Pod jego dotykiem od razu się opanowałam. Działał na mnie kojąco.
– Dzięki. – westchnęłam po raz kolejny.
– To bardzo dobrze o tobie świadczy. – chłopak objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę fontanny, w centrum parku. – Może masz ochotę na lody? Na poprawę humoru?
- Już mam lepszy humor. – tym razem to ja spojrzałam na niego zaczepnie.
- Pewnie na samą myśl o tych słodkich polewach ci się poprawił.
- Trafiłeś! – oboje się roześmialiśmy.

***

Po godzinie spędzonej w lodziarni poszliśmy na spacer. Było piękne, słoneczne popołudnie. Na niebie nie było ani jednej chmurki.
- Bardzo ciepło dzisiaj. Poczekasz tutaj chwilkę, skoczę po wodę? – zapytał mnie brązowooki. 
- Jasne. – uśmiechnęłam się.
Kiedy Leon odszedł, jak spod ziemi wyrósł przede mną Tomas.
- Violetto. – zaczął.
- Przestań. – przerwałam mu. Czy on mnie śledził? – Daj mi spokój.
- Chciałem cię przeprosić za dzisiaj. Nie chciałem, żebyś się tak zdenerwowała. 
- Zdenerwowała? – znowu się we mnie zagotowało. – Jestem wściekła! Nie rozumiem jak mogłeś się tak wyrażać o Leonie. Nawet go nie znasz!
- Vilu, wszystko w porządku? – usłyszałam zza pleców głos Leona. Nie wiedziałam ile usłyszał z naszej rozmowy. 
- Tak. Tomas właśnie się pożegnał. – spojrzałam na niego z nieukrywaną niechęcią. 
Chłopak odszedł bez słowa. Verdas przyglądał mi się podejrzliwie. Nie chciałam teraz drążyć tego tematu, więc wzięłam od niego butelkę z wodą i zapytałam:
- Idziemy?

***

Przeszliśmy do mało uczęszczanej części parku. Osamotniona ławka pod rozłożystym drzewem nad brzegiem rzeki. Piękny zakątek ukryty pośród opadających gałązek okolicznych akacji. Bez słowa usiedliśmy na ławce. 
- A więc to on cię tak dzisiaj zdenerwował? – zaczął temat brązowowłosy. 
- Nie odpuścisz mi tego tematu, co? – spojrzałam na niego z powątpiewaniem. 
Leon tylko mi się przyglądał. 
- Tak, Tomas mnie tak dzisiaj wkurzył.
- A ta bliska ci osoba, którą obraził.. Dobrze słyszałem? 
- Tak. Osobą, którą obraził byłeś ty. – wyrzuciłam jednym tchem, nie patrząc na niego.
- Czym sobie zasłużyłem na taką dzielną obronę? – zaśmiał się i ujął dłonią moją brodę, zmuszając mnie do spojrzenia na niego.
- Też chciałabym wiedzieć.
Leon spojrzał mi głęboko w oczy i zrobił coś, o czym nawet nie śniłam. Jego usta delikatnie musnęły moje.

Rozdział 12.

Kochane czytelniczki! I kochani czytelnicy, o ile są tu jacyś panowie. BARDZO Was przepraszam za moją długą nieobecność. Święta, Sylwester, problemy z internetem.. Wszystko się skumulowało. Ale teraz jestem na etapie nadrabiania Waszych wspaniałych opowiadań i wierszy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. A teraz zapraszam do przeczytania najdłuższego rozdziału jaki do tej pory napisałam. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

 Po zjedzonym obiedzie, Angie uczyła mnie włoskiego i matematyki. Gdy przerobiłyśmy materiał, poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Nie wiem dlaczego byłam taka zmęczona. To był dzień pełen wrażeń, a ja nie miałam z kim się tym podzielić… Jak to nie?! Nagle mnie olśniło. Wstałam, podeszłam do biurka i usiadłam na krześle. Z szuflady wyjęłam mój fioletowy pamiętnik – przyjaciela, który zawsze był przy mnie i chłonął wszystkie moje problemy, emocje, przygody. Teraz mogłam mu opowiedzieć co się dzisiaj działo.

Pamiętnik:
Mamo.. Wiem, że jesteś ze mną zawsze, ale poprzez wpis w tym pamiętniku chcę Ci to wszystko opowiedzieć osobiście. Najprzystojniejszy chłopak w szkole, Leon, po pierwsze, słuchał dzisiaj jak śpiewam. I mu się spodobało! Po drugie, uchronił mnie przed upadkiem. Na samą myśl o jego silnych ramionach robi mi się słabo. A po trzecie… Chce mi pomóc pokonać nieśmiałość sceniczną! Wziął ode mnie numer, chce się spotkać w ten weekend! Ciekawe tylko kiedy zadzwoni…

Nagle zadzwonił mój telefon. Leżał na łóżku, a ja nadal siedziałam przy biurku i gapiłam się na niego. Czyżby? ,,Głupia, wstań i odbierz!” skarciłam się w duchu. Podbiegłam do łóżka i złapałam telefon. Nieznany numer. Raz kozie śmierć. Rozsunęłam moją komórkę i powiedziałam:
- Słucham? – siląc się na spokojny ton.
- Violetta? – usłyszałam głos Leona. – Nie obudziłem cię?
- Cześć Leon. Nie coś ty. – Nie mogłam mu przecież powiedzieć, że właśnie obgadywałam go w moim pamiętniku. Uznałby mnie za wariatkę.
- To dobrze. – wyczułam ulgę w jego głosie. – Co słychać?
- Właśnie skończyłam zajęcia z moją guwernantką. – odpowiedziałam. – A ty co robiłeś?
- Byliśmy z Andresem i.. – nagle urwał. – Byliśmy w Resto.
- I? – wyłapałam jego zawahanie.
- Z Andresem, Naty i Ludmiłą. – dokończył.
Zamilkłam. Czemu nie chciał tego powiedzieć?
- Violetto? Przepraszam. Po prostu nie chciałem, żebyś pomyślała, że śpieszyłem się dzisiejszego popołudnia do Ludmiły. Naprawdę umówiłem się tam z Andresem. To on je zaprosił. – tłumaczył się.
- Leon! Stop! – krzyknęłam. – Nie tłumacz mi się. To nie jest moja sprawa.
- Po prostu nie chcę zepsuć już początku naszej znajomości.
- Leon. Naprawdę. Spokojnie. – uspokajałam go.
- No dobrze. – wyczułam po jego głosie, że się uśmiecha. Aż wyobraziłam sobie te jego białe zęby, pełne usta, słodki uśmiech…
- Violetto, jesteś tam? – z marzeń wyrwał mnie jego głos.
- Przepraszam, co mówiłeś?
- Pytałem czy jesteś wolna jutro po południu?
Przebiegłam w myślach mój rozkład zajęć. Jutro jest sobota, czyli wolne od zajęć w Studio. Lekcje z Angie kończę przed obiadem.
- Tak, mam jutro czas. – odpowiedziałam po krótkiej chwili.
- Czyżbyś się zawahała? – usłyszałam rozbawiony głos chłopaka.
Zaśmiałam się.
- Nie, po prostu musiałam się zastanowić czy nie mam jutro zajęć. – wytłumaczyłam się.
- Okej. To może przyjdę po ciebie o szesnastej?
O nie. O nie. Nie! Co robić?! Tata nie może go zobaczyć!
- Nie musisz się fatygować. Możemy spotkać się na miejscu. – zaproponowałam.
Cisza. Odpowiedział dopiero po chwili.
- Dobrze, jak sobie życzysz. – wyczułam, że sili się na beztroski ton. Ale przecież nie mogłam mu powiedzieć jaki jest mój ojciec. Pomyślałby, że jesteśmy nienormalną rodziną.
- Po prostu muszę coś jeszcze załatwić na mieście. – starałam się usprawiedliwić.
- To widzimy się jutro o szesnastej w Resto. Dobranoc Violetto. – pożegnał się.
- Dobranoc Leon. – odparłam i zakończyłam połączenie.
Rzuciłam telefon na poduszkę i podbiegłam do biurka.

Pamiętnik:
ZADZWONIŁ! Mamo, umówiłam się z Leonem! Jest tylko jeden problem… Co powiem tacie? 

***

- Va bene? – zapytała mnie Angie, podczas naszej sobotniej lekcji włoskiego.
- Te lo giuro. – obiecałam.
Nasza rozmowa dotyczyła następnej lekcji. Guwernantka prosiła abym na kolejnych zajęciach była skupiona. Czego nie można o mnie powiedzieć dzisiejszego dnia. Od samego rana myślami byłam gdzie indziej. Za kilka godzin miałam się udać na spotkanie z Leonem. O świcie nawet napisałam piosenkę! Wyszła spod mojego pióra sama. Nazwałam ją En mi mundo ( W moim świecie). Ten tekst siedział chyba we mnie od dawna. A teraz przelałam go na papier. Muszę ją jeszcze dziś zaśpiewać, gdy tylko znajdę wolną chwilę.

***

Po obiedzie, którego z nerwów prawie nie tknęłam, wzięłam prysznic. Następnie przez pół godziny chodziłam w kółko po pokoju, ponieważ zaistniał bardzo poważny problem. Nie miałam w co się ubrać! Nagle rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju.
– Proszę! – krzyknęłam.
Do środka weszła Angie.
– Violu, co się dzieje? Cały dom się trzęsie! 
– Angie! – krzyknęłam desperacko. – Nie wiem co mam robić!
– Violetto spokojnie. – nauczycielka uspokajała mnie. – Powiedz o co chodzi! – złapała mnie za ręce.
– Umówiłam się z Leonem. Dzisiaj. Za trzy godziny. W RestoBarze. Nie mam w co się ubrać. Nie wiem co powiedzieć tacie. – wyrzuciłam z siebie potok słów.
– Hej! Stop! – Angie potrząsnęła mną. – Ze wszystkim sobie poradzimy. – podeszła do mojej szafy i zaczęła przeglądać moje ubrania. 
Po chwili wyciągnęła w moją stronę zestaw idealny. Miętowa spódniczka z trenem, do tego biała, luźna bluzeczka i beżowe buty na koturnie.
– Jesteś wielka! – krzyknęłam i mocno ją przytuliłam.
Wzięłam od niej ubrania i zniknęłam w garderobie, czyli wnęce między półkami mojej szafy. Przebrana, zrobiłam sobie makijaż i uczesałam włosy.
– Widzisz, dałyśmy radę. – powiedziała moja nauczycielka. 
Uśmiechnęłam się, lecz po chwili mina mi zrzedła.
– A co z tatą? – zapytałam.
– O to się nie martw. Zajmę się nim. Wyjdę z tobą. Powiemy, że idziemy na zakupy. Ty pójdziesz do Leona, a ja do Studio. Po wszystkim zadzwonisz i wrócimy razem do domu.
– Kocham cię! – rzuciłam się jej na szyję, a ona zaczęła się śmiać.
– Leć już, bo się spóźnisz.
– Mam dużo czasu, ale chciałam jeszcze prześpiewać sobie nową piosenkę. – włożyłam do torebki tekst i partyturę, po czym przewiesiłam ją sobie przez ramię. – Będziemy w kontakcie.
– Baw się dobrze. – życzyła mi, a ja wyszłam na spotkanie.

***

Siedziałam na ławce w parku. Do spotkania z brązowookim miałam jeszcze półtorej godziny. Z torebki wyciągnęłam tekst En mi mundo i zaczęłam ją śpiewać. 

Ahora sabes que                                                    (Teraz wiem, że)
Yo no entiendo lo que pasa                                 (Nie rozumiem co się dzieje)
Sin embargo sé                                                      (Jednak wiem)
Nunca hay tiempo para nada                                (Nigdy nie mam czasu na nic)
Pienso que no me doy cuenta                              (Myślę, że nie zdaję sobie sprawy) 
y le doy mil y una vueltas                                      (i robię milion i jeden obrót)
Mis dudas me cansaron                                        (Moje wątpliwości mnie znudziły)
ya no esperaré…                                                    (już nie czekam…) 

Utożsamiałam się z tą piosenką. W obecnym momencie mojego życia, nie rozumiałam nic z tego co się działo. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wpływa na mnie Studio i związana z tym tajemnica. A co za tym idzie.. Kłamstwo.

***

Pięć minut przed czasem zjawiłam się przed RestoBarem.  Był to średnich rozmiarów bar, niedaleko naszej szkoły. Znajdował się pomiędzy sklepem sportowym, a sklepem muzycznym. Z zewnątrz budynek był pomarańczowo-zielony. Przez ogromne szyby widziałam wnętrze baru. W pierwszej części znajdowało się sześć stolików. Dalej znajdował się stopień, a za nim druga, właściwa część sali, pełna stolików z krzesłami lub kanapami. Po prawej stronie znajdował się bar, za nim wejście do kuchni i drzwi prawdopodobnie prowadzące na zaplecze i magazyn. Końcową lewą część pomieszczenia zajmowała sporych rozmiarów scena. Weszłam do środka i rozejrzałam się po wnętrzu. Ściany były koloru pomarańczowego i miętowego. Było tutaj dość przytulnie. Spojrzałam w stronę baru. I wtedy go zobaczyłam. Stał oparty o ladę baru i rozmawiał z barmanem, popijając sok pomarańczowy. Na jego widok serce zaczęło mi walić jak szalone. Ależ on był przystojny! Ubrany był w beżowe spodnie chino, fioletowo-białą koszulę w kratkę i czarne trampki. Wyglądał nieziemsko. Gdy tak mu się przyglądałam, Leon odwrócił się i spojrzał wprost na mnie. Rozpromienił się na mój widok. Powoli i nieśmiało podeszłam do niego.
– Violetto. – powiedział. – Cześć. Wyglądasz ślicznie.
– Cześć Leon. – przywitałam się. – Ty również wyglądasz świetnie. Długo czekasz?
– Nie, po prostu przyszedłem wcześniej. A ty jesteś bardzo punktualna. – zaśmiał się, patrząc na zegarek. – Chcesz się czegoś napić?
– Poproszę sok jagodowo – malinowy.
– Luka, jagodowo –  malinowy proszę.
Po chwili podszedł do nas chłopak imieniem Luka. Jak na mój gust miał około dwudziestu lat. Postawił przede mną koktajl.
– Jestem Luka. Właściciel tego oto dobytku. – przedstawił się.
– Mam na imię Violetta. – odpowiedziałam lekko speszona.
– Jesteś tu nowa? Nie widziałem cię wcześniej.
– Przeprowadziłam się tydzień temu z Madrytu. – wyjaśniłam.
– I uczysz się w Studio? – drążył temat.
– Tak, biorę prywatne lekcje u Beto.
– Luka, nie masz jakiegoś zamówienia do przygotowania lub stolika do sprzątnięcia? – Leon dał mu delikatnie do zrozumienia, żeby sobie poszedł, po czym zwrócił się do mnie. – Wybacz. On zawsze dużo gada.
– Słyszałem! – krzyknął właściciel Resto, znikając w kuchni. Roześmiałam się i upiłam łyk soku.
– To co? Zaczynamy walkę ze stresem? – Leon uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
– Nie jestem pewna. Nie wiem w jaki sposób chcesz temu zaradzić. – byłam strasznie zestresowana.
– Chodź. – wyciągnął do mnie rękę, lecz cofnął ją widząc moje zawahanie. Wstał i podszedł do keyboardu, którego podchodząc do baru, nie zauważyłam. Stał we wnęce między barem a ścianką, która oddzielała pierwszą część sali od drugiej.
– No chodź. – ponaglił mnie ruchem ręki, stojąc za instrumentem.
Niepewnie podeszłam do niego.
– Co ty chcesz zrobić? – zapytałam go.
– Zaśpiewasz przede mną, Luką i tymi pięcioma osobami, które są na sali.
– Co? Nie! Nie ma mowy. – wystraszyłam się.
– Violetto. – spojrzał mi w oczy. – Będzie dobrze, dasz radę. Możesz zaśpiewać co tylko chcesz.
Od razu pomyślałam o piosence, którą miałam w torebce. Potem rozejrzałam się po sali. Nie było wielu gości. Powinnam dać radę. Wyciągnęłam z torebki partyturę i podałam ją Leonowi.
– To twój tekst? – zapytał. – Jest świetny.
– Dziękuję. – uśmiechnęłam się nerwowo.
Brązowooki podał mi mikrofon i zaczął grać. Głowy wszystkich gości zwróciły się w naszą stronę. Wtedy głos uwiązł mi w gardle, a Leon przestał grać.
– Hej, spokojnie. – złapał mnie za dłonie, a po mym ciele przebiegł dreszcz. Mam nadzieję, że tego nie zauważył. – Dasz radę. Jeśli nie możesz patrzeć na ludzi, odwróć się do nich tyłem. Patrz na mnie, dobrze?
Kiwnęłam głową, a on zaczął ponownie grać. Stanęłam przodem do niego, a tyłem do gości baru. Gdy nadszedł czas zaczęłam cicho i nieśmiało śpiewać.

Ahora sabes que                                                   (Teraz wiem, że)
Yo no entiendo lo que pasa                                (Nie rozumiem co się dzieje)
Sin embargo sé                                                      (Jednak wiem)
Nunca hay tiempo para nada                             (Nigdy nie mam czasu na nic)
Pienso que no me doy cuenta                              (Myślę, że nie zdaję sobie sprawy)
y le doy mil y una vueltas                                    (i robię milion i jeden obrót)
Mis dudas me cansaron                                       (Moje wątpliwości mnie znudziły)
ya no esperaré…                                                    (już nie czekam…)

Gdy spojrzałam na Leona i zobaczyłam jego pokrzepiający uśmiech, wiedziałam, że dam radę. A gdy tylko zawtórował mi, byłam pewna sukcesu i obróciłam się przodem do gości. Zaskoczyło mnie to, że stali tuż przed nami.

Y vuelvo a despertar en mi mundo                                        (I znowu budzę się w moim świecie) 
siendo lo que soy                                                                      (czuję, że jestem sobą)
Y no voy a parar ni un segundo,                                            (I nie przestanę, ani na sekundę)
mi destino es hoy                                                                     (moje przeznaczenie jest dziś)
Y vuelvo a despertaren mi mundo                                         (I znowu budzę się w moim świecie)
siendo lo que soy                                                                      (czuję, że jestem sobą)
Y no voy a parar ni un segundo,                                            (I nie przestanę, ani na sekundę)
mi destino es hoy                                                                     (moje przeznaczenie jest dziś)
Nada puede pasar                                                                    (Nic nie może się zdarzyć)
Voy a soltar todo lo que siento, todo, todo…                       (Uwolnię wszystko co czuję, wszystko, wszystko…)
Nada puede pasar voy a soltar todo lo que tengo               (Nic nie może się zdarzyć, uwolnię wszystko to co mam)
Nada me detendrá                                                                  (Nic mnie nie powstrzyma)

Refren zaśpiewany razem z Leonem to był magiczny moment.

Ahora ya lo sé?                                            (Teraz już wiesz?)
Lo que siento va cambiando                       (To co czuję się zmienia)
Y si hay miedo que                                      (I jeśli są obawy?)
Abro puertas, voy girando                         (Otworze drzwi, wiruję wokół siebie)
Pienso que no me doy cuenta                    (Myślę że nie zdaję sobie sprawy)
y le doy mil y una vueltas                           (i robię milion i jeden obrót)
Mis dudas, me casaron,                              (Moje wątpliwości mnie znudziły, )
ya no esperaré…                                          (już nie czekam… )

Y vuelvo a despertar en mi mundo                                        (I znowu budzę się w moim świecie) 
siendo lo que soy                                                                      (czuję, że jestem sobą)
Y no voy a parar ni un segundo,                                            (I nie przestanę, ani na sekundę)
mi destino es hoy                                                                     (moje przeznaczenie jest dziś)
Y vuelvo a despertaren mi mundo                                         (I znowu budzę się w moim świecie)
siendo lo que soy                                                                      (czuję, że jestem sobą)
Y no voy a parar ni un segundo,                                            (I nie przestanę, ani na sekundę)
mi destino es hoy                                                                     (moje przeznaczenie jest dziś)
Nada puede pasar                                                                    (Nic nie może się zdarzyć)
Voy a soltar todo lo que siento, todo, todo…                       (Uwolnię wszystko co czuję, wszystko, wszystko…)
Nada puede pasar voy a soltar todo lo que tengo               (Nic nie może się zdarzyć, uwolnię wszystko to co mam)
Nada me detendrá                                                                  (Nic mnie nie powstrzyma)

Gdy skończyliśmy śpiewać cały bar wypełnił dźwięk oklasków. Wszyscy bili nam brawo. To była cudowna chwila. Chwila, którą dzieliłam z Leonem. Ogarnięta euforią rzuciłam mu się na szyję. Ten bez namysłu mocno mnie przytulił.
- Wiedziałem, że dasz radę!
Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, ponieważ rozległ się nagły pisk. Odskoczyliśmy od siebie i zobaczyliśmy wybiegającą z Resto Ludmiłę, a za nią Naty.
- Nie przejmuj się. Chodź. Odprowadzę cię do domu.

***

- Dziękuję, że mi pomogłeś. Tylko dzięki tobie mi się udało. – powiedziałam, gdy byliśmy już pod moim domem.
– Nie masz za co. Cieszę się, że mogłem pomóc. – spojrzał na zegarek. – Już późno, muszę iść.
– Mam tylko nadzieję, że nie będziesz miał przeze mnie kłopotów z Ludmiłą. – powiedziałam, przypominając sobie jej pisk.
– Tym się nie przejmuj. – uśmiechnął się i zrobił coś czego się w ogóle nie spodziewałam. Nachylił się i pocałował mnie w policzek. A ja oczywiście spłonęłam rumieńcem. – Dobranoc.
– Dobranoc Leon. – jeszcze chwilę patrzyłam za nim jak odchodził, po czym odwróciłam się w stronę domu i o mało nie krzyknęłam. Tuż za mną stała Angie. Całkowicie zapomniałam, że napisałam jej sms-a o powrocie do domu.
– Widzę, że spotkanie się udało? – zaśmiała się i razem weszłyśmy do domu. 

Rozdział 11.

Tonęłam w otchłani płynnego brązu. Te oczy były wręcz hipnotyzujące.
– Nic ci nie jest? – zapytał mnie chłopak.
Czy mu odpowiedziałam? Nie byłam w stanie. Na dźwięk jego niskiego, męskiego głosu kolana się pode mną ugięły. Złapał mnie mocniej w pasie i ponowił pytanie:
- Hej, wszystko w porządku?
Wreszcie ochłonęłam.
- Tak sądzę.
Przyjrzał mi się uważnie, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Oczy o mało nie wyskoczyły mi z orbit. Mój wybawca parsknął śmiechem. To rozładowało całą napiętą atmosferę. Ja również zaczęłam się śmiać.
- Nie, nic mi nie jest. – uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Jestem Leon. – przedstawił się.
- Violetta. – odparłam.
- Jesteś nowa w Studio? Nie widziałem cię wcześniej.
- Biorę prywatne lekcje u Beto od początku tygodnia.
- Masz bardzo ładny głos. – spojrzał mi głęboko w oczy. – Mam nadzieję, że weźmiesz udział w poniedziałkowym przesłuchaniu.
- Nie, chyba nie.. Bardzo się stresuję. Nawet jeśli śpiewam tylko przy Roberto.
- Widziałem dzisiaj jak się spięłaś, gdy tylko mnie ujrzałaś.
Skrzywiłam się.
- Nie jestem przyzwyczajona do śpiewania, a tym bardziej przed publicznością. Do tego twoja dziewczyna patrzyła na mnie krytycznie.
Leon trochę się zmieszał.
- Dziewczyna to chyba za dużo powiedziane. Jesteśmy razem, bo tak wypada i dlatego, że zawsze gramy główne role w szkolnych przedstawieniach.
- Związek to związek. – odpowiedziałam.
- Ale nie o tym rozmawialiśmy. Mógłbym ci pomóc pokonać nieśmiałość. Jeżeli chcesz.
Spojrzałam na niego niepewnie.
- Sama nie wiem.
- Nic na tym nie stracisz, a możesz tylko zyskać. – uśmiechnął się czarująco, ukazując rząd swoich białych zębów. Ten uśmiech mnie przekonał. Wiedziałam, że nie dam rady mu odmówić.
- A w jaki sposób mógłbyś mi pomóc? – zapytałam.
Chłopak delikatnie odsunął się ode mnie i wskazał ręką za siebie.
- Tam za rogiem jest RestoBar. To taka nasza knajpa, w której spędzamy czas po szkole czy w przerwach między zajęciami. Możemy się tam w weekend umówić?
Poczułam motyle w brzuchu. Z każdą chwilą coraz bardziej nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Czy Leon, chłopak Ludmiły, najprzystojniejszy chłopak w Studio, z pięknymi brązowymi oczami chce się ze mną spotkać?!
- Tak. – odpowiedziałam szybko. – Możemy się umówić.
- Może dałabyś mi swój numer telefonu? – zapytał. – Zadzwonię i uzgodnimy konkretną godzinę, bo teraz niestety muszę iść. Andres, mój przyjaciel już na mnie czeka. – wytłumaczył się.
Pogrzebałam w torebce. Znalazłam notes i długopis. Zapisałam swój numer, wyrwałam karteczkę i poddałam ją Leonowi.
- Proszę.
Chłopak uśmiechnął się.
- Dzięki. A teraz naprawdę muszę lecieć. Do zobaczenia w Studio?
- Jasne. I jeszcze raz dziękuję za ratunek.
- Superbohater zawsze do usług. – zaśmiał się i przyjął pozę lecącego bohatera – wyciągnął wyprostowaną rękę z zaciśniętą pięścią do góry.
Buchnęłam śmiechem i ruszyłam w kierunku przeciwnym niż brązowooki.

***

Po drodze do domu zadzwoniłam do Angie. 
- Violetto? – usłyszałam jej zdenerwowany głos. – Gdzie jesteś?
- Angie, wracam do domu. Coś się stało? – zapytałam.
- Violu! Dzwonił twój tata. Razem z Ramallo będą za chwilę pod Akademią Muzyczną!
- Co takiego?! – szczerze się przestraszyłam. – Dlaczego do mnie nie zadzwonił?!
- Nie chciał przeszkadzać ci w zajęciach. – odparła pospiesznie. – Słuchaj uważnie, bo mamy mało czasu. Musisz być za pięć minut pod szkołą. Przyjdź od strony centrum handlowego. – po tych słowach się rozłączyła.
Puściłam się biegiem w stronę galerii.

***

Kiedy wybiegłam zza rogu, gdzie mieściło się centrum handlowe Vertido, nie miałam już sił. Ucieszyłam się na widok mojej guwernantki, która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę.
- Violetto! – krzyknęła. – Nareszcie. Chodźmy prędko. – wzięła mnie pod rękę.
Ruszyłyśmy razem w stronę szkoły, gdy nagle zobaczyłyśmy stojący przed nią samochód. Samochód taty.
- Angie. – szepnęłam.
- Spokojnie. – odpowiedziała. – Ja to załatwię. A teraz śmiej się i zachowuj naturalnie. – powiedziała i sama zaczęła się śmiać.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale zawtórowałam jej.
- Naprawdę, nie wierzę! – powiedziała roześmiana.
- Violetto, Angie! – usłyszałyśmy głos Germana. 
- Cześć tato! – podbiegłam do niego i cmoknęłam go w policzek. No przecież miało być naturalnie.
- Córeczko, gdzie byłaś? – spojrzał na mnie podejrzliwie. – Dlaczego nie na zajęciach?
I co miałam mu odpowiedzieć? Całe szczęście z opresji wybawiła mnie moja nauczycielka.
- Ach German, nauczyciel historii muzyki zachorował i Violetta miała dziś krótsze lekcje. Poszłyśmy coś zjeść. – i wyciągnęła z papierowej torby, którą cały czas miała w ręku, a której ja nie zauważyłam, precle.
- I tak długo was nie było? Powinnyście być już dawno w domu. – zauważył tata.
- No tak, ale w centrum handlowym, pewien chłopak przebrany za kanapkę tańcząc i śpiewając namawiał gości do kupowania jedzenia w sieci fast foodów, którą reprezentował. Nie mogłyśmy z Violettą przestać się śmiać. – muszę przyznać wymówka Angie, była całkiem dobra.
- No dobrze, dziewczyny wracajmy, bo Olga czeka już na nas z obiadem. Lepiej nie jedzcie tych precli, bo ona nie przyjmuje odmowy.

***

Pamiętnik:
Mamo! Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Leon chce się ze mną umówić! Jest po prostu miły i zaproponował mi pomoc w pozbyciu się nieśmiałości, ale jednak to spotkanie! Jestem w szoku. Poza tym dzisiaj o mało nie wydało się to, że nie chodzę do Akademii. Nie wiem co zrobiłby tata gdyby się dowiedział. Teraz muszę tylko wymyślić, co mu powiem, kiedy umówię się w RestoBarze z Leonem. Przecież gdy usłyszy, że idę gdzieś z chłopakiem, dostanie szału i zamknie mnie w domu! 

Rozdział 10.

Pamiętnik:
Nie spałam całą noc. Ciągle myślałam o minionym dniu. Miałam przed oczami tylko te jego wielkie, brązowe oczy skierowane wprost na mnie. Ależ mi było wstyd! Kiedy tylko na mnie spojrzał, ja skuliłam się i uciekłam. Nie mam pojęcia dlaczego tak na mnie zadziałał. W całym tym zamieszaniu zapomniałam zadzwonić do Angie. Zrobiłam to dopiero, gdy znalazłam się w naszej dzielnicy. Na szczęście moja guwernantka, również kończyła wcześniej zajęcia i zjawiła się parę minut po mnie. Oczywiście dostałam burę, bo zapomniałam, że gdyby tata zobaczył nas osobno, mógłby ją zwolnić za niewypełnienie obowiązków. A do tego nie mogłam dopuścić.

***

Po nieprzespanej nocy wstałam z łóżka przed świtem. Spięłam włosy w luźny kok i usiadłam przy biurku. Jakoś naszła mnie wena na pisanie tekstu o który prosił Beto. Miał być o miłości i zaufaniu. Słowa przyszły same. Pisząc tekst nagle oczami wyobraźni zobaczyłam chłopaka Ludmiły. A konkretnie jego oczy. Te wielkie brązowe oczyska. STOP! Dlaczego ja o nim myślę?! Przecież ja go nawet nie znam! Nie wiem o nim nic. Jak się nazywa, jaki ma charakter… Wiem tylko, że jest zajęty. Na tą myśl pierwsza zwrotka już była gotowa:

 No se si hago bien,
No se si hago mal
No se si decirlo,
No se si callar;

Que es esto que siento
Tan dentro de mí,
Hoy me pregunto
Se amar es así…

Mientras algo me hablo de ti,
Mientras algo crecía en mí,
Encontré las respuestas a mi soledad
Ahora se que vivir es soñar.

Ręka w której trzymałam długopis zawisła w bezruchu. Nie wiedziałam czy robię dobrze pisząc tekst z myślą o tym chłopaku.

 Ahora sé que la tierra es el cielo,
Te quiero,
Te quiero.

Que en tus brazos ya no tengo miedo,
Te quiero
Te quiero

Que me extrañas con tus ojos,
Te creo,
Te creo…

Taaak. Tęskniłam za jego oczami, nie wiedząc zupełnie dlaczego.. Nie mogłam już dłużej pisać. Nie zauważyłam, że już zaczęło świtać. Zamknęłam więc zeszyt i poszłam wziąć prysznic.

***

Wchodząc do Studio skierowałam się prosto do sali Beto. Nauczyciel już tam na mnie czekał.
- Violetta! – krzyknął brunet.
- Witaj Beto. – przywitałam się bez entuzjazmu.
Udał, że nie zauważył mojego nastroju.
- Napisałaś tekst o który cię prosiłem? – zapytał, poprawiając okulary.
- Ee.. – skrzywiłam się. – Tak jakby. Mam pierwszą zwrotkę oraz refren.
- A więc proszę. – wskazał ręką na keyboard.
Podeszłam do instrumentu, wyciągając nuty oraz tekst z torebki. Byłam lekko poddenerwowana, gdy zaczynałam grać. Nauczyciel uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. Zaczęłam śpiewać. Byłam coraz bardziej rozluźniona, aż do wersu dotyczącego oczu chłopaka.

Que me extrañas con tus ojos…

W tym momencie poczułam czyjś wzrok na sobie. I nie był to wzrok Beto. Zerknęłam znad klawiszy w stronę drzwi. I wtedy go zobaczyłam. Stał oparty o ścianę i wpatrywał się we mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Zestresowałam się i nie trafiłam w dźwięk. Czułam jak na moją twarz wpełza rumieniec. Całą sytuację pogorszyło pojawienie się Ludmiły, która patrząc na mnie przymilała się do swojego chłopaka, szepcząc coś do niego. Przestałam grać.
- Przepraszam, Beto. To tyle. Muszę wyjść. – złapałam swoją torebkę i wybiegłam ze szkoły. Mijając szkolną parę gwiazd usłyszałam wredny śmiech Ludmiły.

***

Szłam przed siebie, nie wiedząc właściwie dokąd zmierzam. Przechodząc przez ulicę byłam pogrążona w myślach, dlaczego ten chłopak mnie tak stresuje. Nagle usłyszałam czyjś krzyk.
- Uważaj! – a chwilę później zostałam przyciągnięta przez męskie, silne ramiona. Obok mnie i mojego wybawcy przejechała grupa chłopaków, rozpędzonych na deskorolkach i bmx’ach.
- Dzi-dziękuję. – wyszeptałam i spojrzałam w górę, gdyż mój obrońca był głowę wyższy ode mnie. Spojrzałam mu prosto w oczy. Były brązowe.

________________________________________

Moje drogie! Przepraszam, że długo mnie nie było.. Ale szkoła, remont, choroba.. Brak po prostu czasu i siły by usiąść do kompa. Ale u Was jestem na bieżąco, chociaż bez komentarzy, bo chcąc komentować wszystkie Wasze wspaniałe wpisy przez telefon, to chyba bym umarła.. ;( Tak więc mam nadzieję, że mi wybaczycie ten brak aktywności.. Jeżeli możecie to tam —> jest odnośnik do fejsbukowego fanpejdża, jeżeli macie ochotę to lajkujcie. :) Postaram się dodać teraz w krótkim czasie kilka rozdziałów, jako rekompensatę za moją nieobecność. Kocham Was i dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia na stronę! ;** 

Rozdział 9.

Coś połaskotało mnie w policzek. Sądząc, że nadal śpię nawet nie drgnęłam. Do moich nozdrzy doleciał zapach świeżych kwiatów. Coś było nie tak. Śnił mi się zapach? Otworzyłam szybko oczy. Nad sobą ujrzałam twarz taty. Uśmiechał się do mnie szeroko i jeszcze raz pocałował mnie w policzek.
– Witaj królewno. – powiedział i usiadł na skraju mojego łóżka.
Uśmiechnęłam się szeroko, przeciągając się.
- Cześć królu. – zaśmiałam się i usiadłam.
- Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie. – zaczął tata. – Za to, że zepsułem ci przyjęcie urodzinowe, i że byłem oschły w stosunku do ciebie, córeczko.
- Nic się nie stało, tato. Chciałabym po prostu żebyś przestał mnie okłamywać. Nie ukrywaj nic co jest związane z mamą. Wspomnienia i jej rzeczy to ostatnie co nam po niej zostało.
Ojciec mocno mnie przytulił.
- Przyniosłem ci kwiaty. – German wskazał ręką na ogromny bukiet czerwonych róż stojących w wazonie pod oknem.
- Są piękne. Dziękuję.
- No dobrze, teraz się ubierz Violu i zejdź na śniadanie. Nie chcesz się chyba spóźnić na zajęcia. – powiedziawszy to, opuścił mój pokój.

***

Weszłam do Studio razem z Angie. 
- Violetto, teraz muszę iść do pokoju nauczycielskiego. Trafisz do sali Beto? – zapytała mnie.
- Jasne. Nie martw się. – odparłam.
- Zajrzę do ciebie później. – i zniknęła w pokoju dla nauczycieli.
Weszłam do sali od muzyki. Nie zastałam tam nauczyciela, ale jego pomocnika, który pisał coś zawzięcie.
- Cześć Tomas. – rzuciłam wesoło.
- Witaj Violetto. – uśmiechnął się szeroko na mój widok.
- Co tam piszesz? – usiadłam obok niego.
- Piosenkę na przesłuchanie. Postanowiłem spróbować swoich sił. – odpowiedział. 
- To wspaniale! – rozpromieniłam się, lecz mój uśmiech przygasł po kolejnym pytaniu Tomasa.
- A ty podchodzisz do egzaminu wstępnego?
- Nie wiem… – szepnęłam.
- Violu. – chłopak położył mi dłoń na ramieniu. – To dla ciebie wielka szansa.
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Jego spojrzenie było tak szczere i przepełnione czułością, że zrobiło mi się głupio. Poczułam, że się rumienię. Wydawało mi się, że ta chwila trwała wiecznie, aż nagle ktoś wszedł do sali.
- Ajj Tomi! – pisnęła jakaś blondynka.
Tomas wstał.
- Cześć Ludmiło. – przywitał się. Wtedy dziewczyna spojrzała na mnie.
- Tomi nie przedstawisz mnie swojej… znajomej? – uniosła brwi patrząc mi w oczy.
Tomas trochę się zmieszał, po czym spojrzał na mnie przepraszająco.
- Ludmiła, Violetta. Violetta, Ludmiła. – powiedział szybko.
Uśmiechnęłam się do Ludmiły, ale ta zignorowała mnie i zwróciła się do chłopaka.
- Potrzebuję twojej pomocy. Gregorio nie daje mi żyć! Muszę z kimś poćwiczyć, a Leon ma teraz zajęcia. Mogę na ciebie liczyć?
- Wiesz co, właśnie rozmawiałem z Violettą… – zaczął Tomas. Zanim zdążyłam się odezwać, blondynka mnie ubiegła.
- Twoja koleżanka na pewno się nie pogniewa. – złapała go za rękę i wyciągnęła z sali. Chłopak zdążył rzucić mi tylko błagalne spojrzenie.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Ależ ta dziewczyna była arogancka. Co ona myślała, że jest jakąś gwiazdą? Podeszłam do keyboardu, wyrzucając Ludmiłę z moich myśli.
Zaczęłam dalej komponować piosenkę, którą pierwszego dnia zagrałam Beto. Zaskakująco łatwo przychodziły mi kolejne linijki linii melodycznej. Pisałam nuty bez głębszych rozmyślań. Kiedy skończyłam całość, zagrałam piosenkę od początku. Niesamowite było to jak brzmiała. W połowie utworu, do sali wszedł Roberto. Kiedy ucichły ostatnie takty, odezwał się.
- Widzę, że już ją dokończyłaś.
- Tak. Wydaje mi się, że jest całkiem niezła. – odpowiedziałam niepewnie.
- Violetto. Więcej wiary w siebie. Jest świetna. Nie potrzebuje żadnych poprawek. – uśmiechnął się do mnie szeroko. – A co ze słowami?
- Nie myślałam o nich.. Miałam się tylko uczyć gry na pianinie. – skrzywiłam się.
- Posłuchaj mnie. Jesteś na prawdę utalentowana. Wierzę, że poradzisz sobie z tekstem. Potraktuj to jako pracę domową. Wyniknie z tego dodatkowa korzyść dla ciebie, jeżeli jeszcze się nie zdecydowałaś, aby podejść do egzaminów sprawdzających. Jeżeli ci się uda, może to wpłynie pozytywnie na twoją decyzję.
Pokiwałam powoli głową.
- Chyba masz rację.
- A tak poza tym, nie widziałaś Tomasa? – zapytał mnie rozglądając się po sali.
- Wyszedł z pewną dziewczyną. Miała na imię Ludmiła. – ton mojego głosu chyba nie spodobał się Roberto, bo od razu zapytał:
- Nie przypadła ci do gustu, co? Nie martw się, wiele osób jej nie lubi. Ludmiła zachowuje się jakby była gwiazdą. Ma talent, owszem, ale to nie wszystko. – nauczyciel spojrzał na mnie poważnie. – Proszę Violetto przygotuj tekst w najbliższym czasie. A na dzisiaj to już koniec zajęć, ponieważ muszę iść coś załatwić. – wyszedł z sali.
Zebrałam powoli swoje rzeczy. Wychodząc z klasy zobaczyłam ich. Czworo uczniów. Niewątpliwie rządzili tą szkołą. Na czele oczywiście była Ludmiła. Szczupła blondynka w designerskich ciuszkach. U jej boku stał chłopak tak przystojny, że o mało nie otwarłam ust na jego widok. Był nieziemski. Miał brązowe włosy i wielkie brązowe oczy. Za nimi stali zapewne przyjaciele popularnej pary – czarnowłosy chłopak, wyglądający na nie do końca rozgarniętego i śliczna dziewczyna, z kręconymi włosami i szczerym, pięknym uśmiechem. Teraz już wiedziałam dlaczego blondynka zachowywała się jak gwiazda. Była ładna, bogata, miała talent, popularność, no i jego. Chłopaka, który właśnie spojrzał w moją stronę.

Rozdział 8.

Pamiętnik:
W końcu nadeszła ta pora. Dziś Angie zabierze mnie do Studio 21. To tylko prywatne lekcje gry na pianinie, ale jednak to Studio! Nie mogę w to uwierzyć. Jedno z moich marzeń ma się właśnie spełnić. Dzisiaj ma się odbyć mój pierwszy dzień w normalnej szkole!

Zeszłam na śniadanie w świetnym humorze. Tata oraz Jade już tam byli. Ale tego dnia nie mogła mi popsuć nawet ta wstrętna kobieta. Przywitawszy się z domownikami, usiadłam przy stole i nałożyłam sobie na talerz trochę jajecznicy oraz dużo sałatki składającej się z sałaty lodowej, rukoli, sera feta, pomidorów koktajlowych, świeżego ogórka i rzodkiewki. Uwielbiałam ją. Zjadłam szybko i zabrawszy swoje rzeczy wyszłam z domu. Angie czekała przed domem, rozmawiając przez telefon.
– Tak, Pablo. Zaraz tam będę. – powiedziała i się rozłączyła. Spojrzała na mnie. – Violu, gotowa?
– Oczywiście. – odpowiedziałam uradowana. Wsiadłyśmy razem do samochodu w którym siedział już Ramallo.
– No moje drogie, gotowe na rozpoczęcie nowego roku szkolnego?
– Jak najbardziej. – odpowiedziałyśmy równocześnie.
– Nawet nie wiesz jak się cieszę. – odparłam.
- Nie wiem, ale za to widzę. – uśmiechnął się do mnie w lusterku wstecznym. Zaśmiałam się, a asystent taty wyjechał z podjazdu. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się przed Prywatną Akademią Muzyczną. Razem z moją guwernantką wysiadłyśmy z pojazdu i czekałyśmy aż Ramallo odjedzie. Pomachałam mu jeszcze na pożegnanie.
- Droga wolna? – zapytałam Angie.
- Tak, możemy iść. Chociaż nadal nie jestem przekonana do tego pomysłu.
- Wszystko się uda. Nikt niczego nie podejrzewa. – uścisnęłam ją. – Dziękuję za wszystko, ale teraz już chodźmy. Nie chcę się spóźnić już pierwszego dnia.
Kobieta pokręciła z rozbawieniem głową.

***

Droga od Akademii do Studio nie była długa. Najwyżej dziesięć minut. Gdy tylko ujrzałam budynek wyłaniający się zza drzew, usłyszałam muzykę i zobaczyłam tych wszystkich ludzi serce zaczęło mi mocniej bić. Byłam strasznie podekscytowana. Angie wzięła mnie pod ramię i weszłyśmy razem na teren szkoły. Budynek był ogromny i piękny. Widniał na nim kolorowy bilbord z napisem Studio 21, zakrywający prawie pół powierzchni ściany. Do wejścia prowadziły szerokie schody w dół. Nauczycielka objęła mnie i wprowadziła do środka. Otwarłam szeroko oczy ze zdumienia. W środku było cudownie. Dookoła znajdowały się sale muzyczne pełne przeróżnych instrumentów, sale taneczne, coś na kształt auli, a korytarz był pełen szafek uczniów oraz miękkich owalnych kanap. Po prawej stronie od wejścia znajdował się gabinet dyrektora, po lewej pokój nauczycielski. Nagle z jednej z sal dobiegł nas straszny hałas przewracanych instrumentów. Przez przeszkloną ścianę widać było fruwające w powietrzu kartki, zapewne partytury i listy obecności uczniów.
- Chodź. – Angie pociągnęła mnie w stronę tej właśnie klasy.
- Beto! – krzyknęła, wchodząc do środka. W pierwszej chwili nie miałam pojęcia do kogo mówi. Później zauważyłam mężczyznę leżącego na podłodze.
- Co ty wyprawiasz? – nauczycielka spojrzała na niego surowo, z trudem opanowując śmiech.
Beto wstał i poprawił ubranie oraz włosy. Miał na sobie ciemne, materiałowe spodnie i tweedową marynarkę. Czarne, kręcone włosy i zarost dodawały mu uroku. Tak jak okulary, które miał na nosie.
- Ja? Ja, nic. – odpowiedział, po czym spojrzał na mnie. – A ty to kto?
- Jestem Violetta. – odpowiedziałam.
- A ja Beto. Jestem Beto. – wyciągnął rękę, którą bez oporu uścisnęłam. – Beto, Beto, Beto! – wołał i śmiał się, potrząsając moją ręką.
- Roberto! – krzyknęła moja guwernantka, przywołując go do porządku.
- A tak, tak. Już. – puścił moją dłoń, a ja nie mogłam opanować śmiechu.
- Beto, rozmawiałam już z Antonio i Pablo. Zgodzili się byś uczył Violettę gry na pianinie.
- Cudownie! Zaczniemy od razu. – wskazał ręką na keyboard. – Proszę Violetto, pokaż co umiesz.
Podeszłam do instrumentu lekko onieśmielona. Spojrzałam na Angie, a ta uśmiechnęła się pokrzepiająco w odpowiedzi. Zaczęłam więc grać. Salę wypełniły ciche, delikatne dźwięki przypominające melodię z pozytywki. Po chwili przerodziły się w trochę szybszą intonację. Po kilku taktach przestałam grać.
- Sama to napisałaś? – zapytał poważnie Beto.
- Tak.. – odpowiedziałam cicho.
- To było piękne. – odparł z uśmiechem. -Trzeba to jeszcze trochę dopracować, ale przynajmniej wiem jaki potencjał w tobie drzemie. 
Uśmiechnęłam się i zwróciłam do nauczycielki.
- A ty co sądzisz, Angie?
- Roberto ma rację. Ale mam jedno pytanie. Skąd pomysł na początek utworu? To melodia z pozytywki, którą miałam w dzieciństwie..
- Nie wiem. – odparłam zmieszana. – Znam ją odkąd pamiętam.
- Może twoja mama cię przy niej usypiała.
- Może. – uśmiechnęłam się czule.
- Wybacz Violu, ale teraz muszę iść porozmawiać z Pablo. Jest tutaj dyrektorem. – wyjaśniła mi i wyszła.
- Ja, ja… Pójdę z tobą! – krzyknął Beto i wybiegł za nią. Po chwili wrócił, wsuwając tylko głowę do środka sali. – Violetto, zaczekaj.
- Nigdzie się nie wybieram, profesorze. – uśmiechnęłam się.
- Mów mi Beto. Beto! – krzyknął i znikł mi z pola widzenia. 
Pokręciłam z rozbawieniem głową. Nagle do sali wszedł Tomas.
- Beto, przyniosłem partytury o które mnie prosiłeś. – powiedział, przeglądając jakieś papiery.
- Cześć. – powiedziałam.
Chłopak podniósł wzrok znad trzymanych przez niego kartek.
- Violetta? Co ty tu robisz? – był szczerze zdziwiony.
- Beto będzie mnie uczył gry na pianinie. – uśmiechnęłam się. – A ty? Jesteś uczniem Studio?
- Nie, nie. – zaśmiał się. – Chociaż bardzo bym chciał. Jak na razie tylko tutaj pracuję. Jestem asystentem Roberto. – wyjaśnił.
- Dlaczego więc nie postarasz się o przyjęcie do szkoły?
- Nie wiem czy się nadaję. Poza tym nabór będzie dopiero za dwa tygodnie. – wzruszył ramionami. – A ty masz zamiar startować na nową uczennicę Studio 21 ?
- Nie. Mój tata nigdy się na to nie zgodzi. Nawet na te lekcje nie wyraził zgody.. – pokręciłam smutno głową.
- Więc dlaczego tu jesteś? – zapytał.
- Ponieważ to moje życie i chcę podążać za marzeniami. Jak moja mama. – spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi.
- Skoro tak, to jest to miejsce właśnie dla ciebie.
- Jak wygląda tutaj rekrutacja? – zainteresowałam się.
- Musisz zaśpiewać jakąś piosenkę, zagrać na instrumencie oraz zatańczyć. – objaśnił mi zasady.
Skrzywiłam się.
- Coś nie tak? – zareagował widząc moją minę.
- Nie, nic. Po prostu nie tańczyłam nigdy więc nie wiem czy bym sobie poradziła. Poza tym nie śpiewam. Chyba nie umiem.
- Chyba? – spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tata nigdy nie pozwalał mi śpiewać, więc pewnie nie potrafię. – odpowiedziałam cicho.
Tomas poszukał czegoś między nutami leżącymi na biurku, po czym podszedł do ściany na której wisiały różne instrumenty i wziął gitarę. Podał mi tekst piosenki. Szybko przebiegłam wzrokiem po słowach.
- To twoje? – zapytałam.
- Tak. Zaraz zobaczymy czy potrafisz śpiewać. – zaczął przygrywać pierwsze akordy. – Dam ci znak kiedy masz zacząć.
Przeczytałam dokładniej tekst piosenki. Była o miłości. Spojrzałam na Tomasa, a ten kiwnął głową na znak. Zaczęłam śpiewać.

Si no hay nada que decir,
Ni nada de que hablar
No hace falta explicarte…
Si guardas todos los secretos de mi vida
Y de mis sueños, si lo sabes… - początek szedł mi dość opornie. Byłam zawstydzona i śpiewałam bardzo cicho.
- Violetto, pokaż co umiesz. – uśmiechnął się do mnie. To dało mi siłę. Drugą część piosenki śpiewałam głośniej i bardziej zdecydowanie. 

Eres la única canción
Que siempre escribiré
Siguiendo mis latidos…
Cada palabra, cada nota que me das
Me hace sentir que estoy contigo. 

Przyszedł czas na refren. Wtedy dołączył do mnie Tomas. 

Es conexión entre tú y yo,
En cada verso de esta canción
Tu voz y la mía…
En cada acorde en cada rima.
Es conexión entre tú y yo,
En cada verso de esta canción…
Es tan distinto junto a ti
Soy lo que soy si estas aquí.

Nasze głosy idealnie współgrały. To było niesamowite uczucie. Już nie wstydziłam się śpiewać. Dałam z siebie wszystko. Wczułam się w słowa piosenki, aż poczułam chemię o której pisał w niej Tomas. Nigdy czegoś podobnego nie czułam. Chłopak patrzył na mnie jak urzeczony, kończąc przygrywać.
- To było.. – zaczął.
- Imponujące. – dokończyło za niego dwóch mężczyzn, stojących w drzwiach sali razem z Angie i Beto. 
Poczułam, że na moją twarz wpełza rumieniec. Młodszy mężczyzna był wysoki i miał lekki zarost na twarzy. Niższy był starszy, miał siwe włosy i nosił okulary. To on odezwał się pierwszy.
- Mam nadzieję, że oboje weźmiecie udział w tegorocznej rekrutacji nowych uczniów. – powiedział z uśmiechem. – Jestem Antonio. Właściciel Studio. 
- Miło pana poznać. – odpowiedziałam, lekko zawstydzona.
- Nam również miło cię poznać, Violetto. Twoja mama była chlubą naszej szkoły. Od razu widać, że odziedziczyłaś po niej talent.
- Mama się tutaj uczyła? – zaskoczyły mnie te słowa.
- Tak, María była niebywale utalentowana. – odpowiedział drugi z mężczyzn. – Jestem Pablo, dyrektor.
- Dobrze, moi drodzy. Koniec tych pogaduszek, musimy wracać do domu. – Angie wtrąciła się do rozmowy, zerkając na zegarek. – Chodź Vilu. 
Zabrałam swoje rzeczy i pożegnawszy się ze wszystkimi, opuściłam Studio w towarzystwie mojej guwernantki.

Pamiętnik:
Dzisiejszy dzień był niesamowity! Byłam w Studio. Dowiedziałam się, że się tam uczyłaś Mamo. Dzisiaj też po raz pierwszy śpiewałam. Nauczyciele stwierdzili, że mam wielki talent. Nie wiem dlaczego tato zabronił mi śpiewać. Myślałam, że się do tego nie nadaję. Ale teraz widzę, że ojciec skrywa więcej tajemnic niż myślałam do tej pory… 

Rozdział 7.

Z samego rana wyszłam z domu nim ktokolwiek mógł mnie zauważyć. Nie wiedziałam dokąd zmierzam. Podążałam ulicami Buenos, których nie pamiętałam. Na jednej z ulic znajdował się stragan z warzywami i owocami. Przystanęłam przy nim i kupiłam jabłko. Wgryzając się w nie, ruszyłam dalej. I nagle zjeżyły mi się włoski na karku. Ktoś mnie obserwował. Rozejrzałam się dyskretnie i po drugiej stronie ulicy dostrzegłam chłopaka. Był średniego wzrostu, miał czarne włosy. Ubrany był w czarne spodnie, białą koszulkę z jakimś nadrukiem, a na nią miał narzuconą katanę. Przyspieszyłam kroku. Po przejściu kilkunastu metrów, obejrzałam się, lecz nie dostrzegłam nikogo za mną. Obracając się, zahaczyłam nogą o wystającą kostkę brukową chodnika. Potknęłam się. Zanim jednak zdążyłam zderzyć się z ziemią, złapały mnie czyjeś silne ramiona. To był ten chłopak, którego widziałam po drugiej stronie ulicy!
- Mam cię. – powiedział.
Szybko wstałam, wyplątawszy się z jego uścisku. Cofnęłam się o krok.
- Nic ci nie jest? – zapytał mnie z widoczną troską.
- Nie. – odpowiedziałam krótko.
- Jestem Tomas. – przedstawił się.
Kiedy nie zareagowałam, chłopak zmieszał się i odszedł. Otrząsnąwszy się z szoku, wgryzłam się w jabłko. Po całej tej sytuacji zrezygnowałam ze spaceru i wróciłam do domu.

Około południa siedziałam sama w kuchni. Tata był na jakimś spotkaniu, Jade u kosmetyczki, a Angie w Studio 21. German zapewne nie wie, że moja guwernantka uczy śpiewu. Wtedy na pewno nie zgodziłby się na przyjęcie jej na to stanowisko. Odgrzałam sobie piersi z kurczaka z warzywami i ryżem, które zrobiła na obiad Olga. Kiedy zabrałam się do jedzenia, do tylnych drzwi domu znajdujących się w kuchni, rozległo się pukanie. Gdy je otworzyłam o mało nie zemdlałam. Za drzwiami stał chłopak, który uratował mnie przed upadkiem. W rękach trzymał torbę z zamówionym jedzeniem z logo RestoBaru.  
- Lissandro Ramallo? – przeczytał adresata zamówienia, nie patrząc na mnie.
- Eee… Cześć. – powiedziałam. Tomas spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
- To ty? – zapytał, a ja wpuściłam go do środka.
- Zaraz zawołam Ramallo. – powiedziałam i wyszłam z kuchni.
Lissandro siedział w gabinecie taty i prowadził rozmowę telefoniczną. Nie chcąc mu przeszkadzać, napisałam na kartce: Dostawca czeka w kuchni z twoim jedzeniem.; i wróciłam do chłopaka.
- Ekhm. – mruknęłam wchodząc do kuchni. – Chciałam cię przeprosić za moje poranne zachowanie.
- Tak, to było dziwne. – odpowiedział. 
 - Jestem Violetta. – przedstawiłam się. – I dziękuję za to, że uratowałeś mnie przed upadkiem.
Tomas uśmiechnął się.
- Nie ma za co. Byłem w pobliżu.
- Obserwowałeś mnie. – skrzywiłam się.
- Po prostu się przyglądałem. Jesteś bardzo ładna.
Zaskoczyła mnie bezpośredniość jego wypowiedzi. Na szczęście do kuchni wszedł Ramallo, ochraniając mnie przed odpowiedzią.
- Dzień dobry. – powiedział do Tomasa.
- Oto pana zamówienie. – chłopak wyciągnął z torby jedzenie dla kamerdynera. Ten zapłacił mu i zabrawszy swoje zamówienie zaszył się z powrotem w gabinecie ojca.
- Muszę już iść. – brunet zwrócił się do mnie. – Może się jeszcze kiedyś zobaczymy?
Uśmiechnęłam się w duchu, lecz na zewnątrz pozostałam niewzruszona.
- Może. – uśmiechnęłam się, a chłopak wyszedł.

- Violu? – usłyszałam głos Angie, dobiegający z dołu. Wyszłam z pokoju i wychyliłam się przez barierkę.
- Tak, Angie? 
- Musimy iść na twoje zajęcia.
Wróciłam do pokoju, po torbę po czym zbiegłam na dół. Wyszłyśmy razem z domu i ruszyłyśmy w kierunku centrum miasta.
- Jesteś zadowolona? – zapytała mnie guwernantka.
- Z?
- Z nowej szkoły. – wskazała ręką na budynek przed, którym właśnie się znalazłyśmy. Widniała na nim nazwa: Prywatna Akademia Muzyczna im. Carlosa Lopeza Buchardo. Westchnęłam.
- Nie. – odpowiedziałam na jej pytanie. – Mam być zadowolona z tego, że ojciec wysłał mnie do szkoły pełnej snobistycznych dzieci bogaczy, którzy nie widzą nic poza końcem własnego nosa i pieniędzmi rodziców? Nie dziękuję, nie skorzystam. Ja jestem całkiem inna. Nie pasuję tutaj.
Nauczycielka zaśmiała się.
- A gdzie twoim zdaniem będziesz pasować?
- Do Studio 21. – odparłam bez namysłu. – Ale tata nigdy nie pozwoli mi się tam uczyć.
Angie westchnęła.
- W Studio znalazłby się dla ciebie nauczyciel pianina. Sądzę, że Beto byłby odpowiedni.
Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. Kobieta spojrzała na mnie i zaraz pożałowała swoich słów.
- Tak! – krzyknęłam.- Kryłabyś mnie?
- Violu. Nic nie mówiłam. Głośno myślałam. Nie było tematu.
- Ale Angie! Tata się nie dowie do jakiej szkoły chodzę. Nigdy się tym nie interesował. Zawsze wysyłał kogoś by mnie odebrał. Jeżeli wyśle po mnie Ramallo, przyjdę tutaj. On zanim wyjedzie zawsze dzwoni, by mnie o tym poinformować.
- Ale Violetto. Sama nie wiem czy to dobry pomysł. A jeżeli German zdecyduje osobiście cię odebrać, a ciebie tutaj nie będzie? To co wtedy?
- Na pewno do mnie zadzwoni, gdzie jestem. A wtedy powiem mu, że na przykład jestem z tobą na zakupach lub, że sprawy kobiecie zmusiły mnie do wyjścia z zajęć i udania się do apteki.
- Widzę, że wymówek w zanadrzu masz mnóstwo. – skarciła mnie. – Ale kłamstwo jest złe.
- Nie chcę przez chore ambicje ojca i jego mniemanie o dobru i złu, stracić niepowtarzalną szansę kształcenia się. Od dzisiaj zaczynam spełniać własne marzenia. 

Rozdział 6.

Pamiętnik:
Nadszedł ten dzień. Dziś są moje 16 urodziny. Nie wiem tylko jak zareaguje tata, kiedy mnie zobaczy. Nigdy nie rozmawialiśmy na temat mamy. Powiedział tylko, że nie zachował żadnych jej rzeczy. A tu proszę! Pokój pełen jej rzeczy. Ojciec mnie okłamał. A teraz miał zobaczyć mnie w sukni mamy. Wspomnienia miały powrócić.

Zostały dwie godziny do przyjęcia. Wzięłam kąpiel i umyłam włosy. Nałożyłam odżywkę, rozczesałam je, po czym wysuszyłam i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam spod łóżka sukienkę mamy i ją założyłam. Następnie zabrałam się za makijaż. Kiedy nakładałam na część powieki jasnoróżowy cień, rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Otwarte. – powiedziałam.
Do środka weszła Angie. Na mój widok stanęła jak wryta i wyszeptała:
- María. 
- Co proszę? – zmarszczyłam brwi. – Skąd znasz imię mojej mamy?
- Eee… Twój tata mi o niej opowiedział. I pokazał zdjęcie… – wyjaśniła szybko. – A co to za sukienka? – zmieniła temat.
- To mamy. – uśmiechnęłam się do mojej nauczycielki w lustrze. – Piękna, prawda?
- Tak. Bardzo. – Angie podeszła do mnie. – Skąd ją wzięłaś?
- Nie uwierzysz! Na końcu korytarza jej pokój pełen jej rzeczy!
- Już się tak nie ekscytuj! – zaśmiała się. – Chodź uczeszę cię. – sięgnęła po szczotkę.
Podczas gdy guwernantka spinała mi włosy, ja dokończyłam makijaż. Po chwili fryzura też była gotowa.
- No wstań, pokaż mi się. – poprosiła Angie.
Wstałam i stanęłam przed nią.
- Jesteś taka śliczna. – powiedziała.
Spojrzałam w lustro. Różowa sukienka pasowała idealnie. Włosy znad twarzy spięte warkoczami do tyłu i wszystko razem w koka. Delikatny makijaż podkreślający opaleniznę oraz pasujący do moich brązowych oczu – różowy cień od wewnętrznego kącika oka, a złoty od zewnątrz. 
- Całkiem nieźle. – mruknęłam do siebie.
- Violu, czekam na dole. – nauczycielka wyszła z mojego pokoju.
Sięgnęłam jeszcze po moje ulubione kwiatowe perfumy Wink i ich użyłam. Na koniec wsunęłam stopy w delikatne kremowe szpilki. Teraz byłam gotowa.
Wyszłam z pokoju i stanęłam na szczycie schodów. W salonie było pełno ludzi, których nie znałam. Widziałam jak Angie szturcha tatę. I wtedy spojrzał na mnie. Zauważyłam, że coś powiedział i wpatrywał się we mnie jak urzeczony. Zeszłam powoli do salonu. Tłum odsunął się na boki, bym mogła podejść do ojca.
- Violetto. – szepnął. – Wyglądasz prześlicznie. 
- Dziękuję, tato. – uśmiechnęłam się do niego słodko, a orkiestra, która stała w kącie pokoju zaczęła grać jakiś wolny utwór.
- Mogę? – German wyciągnął do mnie rękę.
- Oczywiście. – podałam mu dłoń i zaczęliśmy tańczyć.
- Skąd masz tą sukienkę? – zapytał i obrócił mną w tańcu.
- Z twojego sekretnego pokoju, w którym są wszystkie rzeczy mamy. – wypaliłam. Na szczęście nie zdążył mi nic odpowiedzieć, bo do salonu wjechał tort z zapalonymi świeczkami. Olga bardzo się postarała. Zrobiła mój ulubiony czekoladowy tort z bitą śmietaną i owocami.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. – gosposia przytuliła mnie. Po tych słowach zaczęła śpiewać ‚sto lat’. Wszyscy się do niej przyłączyli, nawet tata. No prawie wszyscy. Jade stała z boku, czerwona z wściekłości. Utarcie nosa tej jędzy to chyba najlepszy prezent.
- Violu… – tata objął mnie ramieniem. – Życzenie.
Pomyślałam o normalnej szkole, przyjaciołach, miłości i muzyce. A co najważniejsze… o starym tacie, który ciągle się uśmiechał. Zdmuchnęłam świeczki, a Olga podała mi nóż. Pokroiłam tort, a ona nakładała kawałki na talerze i podawała gościom. Wzięłam mój kawałek i usiadłam razem z tatą na kanapie. 
- Jak się dostałaś do pokoju mamy? – zapytał.
- Drzwi były otwarte. – odpowiedziałam. – Nie wiem dlaczego ukrywałeś to wszystko przede mną. Przecież miałeś już nie kłamać.
- Masz już więcej tam nie wchodzić, Violetto. – powiedział dobitnie.
- Nie możesz mi tego zabronić. – odłożyłam talerzyk z hukiem na stolik.
- Masz zakaz. – spojrzał na mnie twardo. – Wyraziłem się jasno?
- Jak słońce. – wycedziłam przez zęby. – Jednak urodzinowe marzenie się nie spełni. – skrzywiłam się i zerwawszy się, pobiegłam do swojego pokoju.

Pamiętnik:
Nie wiem gdzie podział się mój tata sprzed lat. Nie poznaję tego człowieka. Ciągłe zakazy, rozkazy i kłamstwa. Nie pozwala mi nawet na zatrzymanie rzeczy mamy. Jaką trzeba być osobą, żeby się tak zachowywać wobec własnej córki? Chciał mnie udobruchać prezentem – nową sukienką. Ale wcale jej nie chciałam. Tak samo jak nie chciałam innych drogich prezentów od nieznajomych, które przyniosła mi Olga. Chciałam tylko, żeby spełniły się moje urodzinowe życzenia.